Evodish

Members
  • Content count

    2025
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    15

Evodish last won the day on November 27 2017

Evodish had the most liked content!

Community Reputation

43 Excellent

About Evodish

  • Rank
    Alpha male
  • Birthday
  1. Hm..pytanie trochę z serii "jak ocalić świat" albo "jak sprawić, by dziecko wyrosło na porządnego człowieka". Szkolenie to jest tak szeroki temat, że nie mieści się nawet w jednej dobrej książce, a co dopiero w poście na forum. Same sztuczki znajdziesz ładnie pokazane na portalu Youtube - poszukaj kanału John Dog , a jeśli znasz angielski - kanał użytkownika kikopup. U nich znajdziesz pokazane pięknie wszystkie te komendy. Natomiast to może być za mało - samo nauczenie się komendy nie wystarczy, by pies ją wykonywał - musi chcieć to zrobić jeszcze. Zaopatrz się w serię książek Jacka Gałuszki, a jak zdobędziesz - "Posłuszeństwo na co dzień" Inki Sjoesten, najlepiej z płytą CD jak gdzieś jeszcze jest dostępna. Tam masz w sumie wszystko, by zacząć.
  2. strach pies bezdomnosc smutek strata

    Bądź cierpliwa. Dla psa który nie zna życia w mieszkaniu taka zmiana to jest jak przejście do innego świata, a do tego zmienia się właściciel, całe otoczenie.. Weź pod uwagę, że dosłownie calutkie jej życie wywróciło się do góry nogami, absolutnie każdy element jej życia uległ zmianie - to jest naprawdę bardzo potężny wstrząs dla psychiki i w takiej sytuacji uważam że i tak dużym sukcesem jest że pies pozwala się do siebie zbliżać i w ogóle przyjmuje pokarm. Pies, który za młodu nie chodził po podłodze, płytkach czy panelach będzie miał z tym problem - takie są wyniki zaniedbania socjalizacji.. Będzie się bała nieznanych przedmiotów, dźwięków i zachowań, i na razie trzeba się na to przygotować. Nawet naturalne dla Ciebie rzeczy, jak odkurzacz, miotła czy pralka mogą być dla niej źródłem stresu i nie ma w tym nic dziwnego. Ja bym na razie spróbował ją umieścić na jakimś dużym legowisku - tak, żeby mogła się na nim nie tylko położyć, ale też trochę po nim podreptać. Najlepiej ułożyć je w miejscu w którym będzie nieco zasłonięta - za fotelem, albo w jakimś kącie. Być może przypadkiem nadepnie na ziemię, może jakaś kulka karmy jej tam spadnie i postara się ją sięgnąć, może w nocy położy tam głowę czy łapki i tak się obudzi. Są szanse, że przekona się sama, będąc na poziomie gruntu. Tylko wprowadź ją tam powolutku - jak możesz, daj jej jakąś poduszkę z łóżka na którym obecnie leży, a zanim ją zostawisz posiedź z nią troszkę (kilkanaście minut czy pół godziny). Wracaj do niej regularnie, przesiaduj tam z nią, karm ją na legowisku ale regularnie sprawdzaj, czy uda Ci się nakłonić ją choćby do wystawienia głowy za legowisko i sięgnięcia stamtąd przysmaku (niekkoniecznie zrobienia kroku - wystarczy, że sięgnie po coś z ziemi, to i tak będzie niezły sukces). Obrożę załóż i na razie nie zdejmuj. Na spacery na razie ją po prostu wynoś. Wychodźcie w miejsca które jej nie przerażają - nie wiem czego jeszcze się boi bo nie wiem co już poznała: to mogą być samochody, tramwaje, autobusy, motory, inni ludzie, dzieci, inne psy, zwierzęta, dźwięki..Musisz sprawdzić co ją niepokoi i póki co unikać zbyt wielu takich miejsc. Jednocześnie staraj się codziennie postawić przed nią jakieś nowe wyzwanie, w zakresie jej możliwości. Jeśli boi się dajmy na to motocykli to nie zabieraj jej od razu pod tor żużlowy, ale przejdź się równolegle do dużej ulicy, niech zza domów słyszy odgłos motorów. Kilka dni później spróbuj iść wzdłuż tej ulicy, albo przez nią przejść. Wszystko w tempie psa - jak się zatnie to kombinuj i przekonuj żeby ruszyła, ale jak stanie na amen to odpuść i spróbuj czegoś łatwiejszego. Bardzo dobrze na psy lękliwe działa praca węchowa. Wszelkie zabawy związane z poszukiwaniem jedzenia świetnie budują pewność siebie i trochę zwierzaka rozkręcają, więc warto byłoby je tutaj zastosować. Poczytaj sobie o szukaniu smakołyków, a szczególnie o macie węchowej (możesz ją wykonać sama, nie jest to trudne ani kosztowne). Baw się w szkolenie, jeśli pies przyjmuje pożywienie - proste komendy i tak dadzą jej poczucie, że coś jednak w tym trudnym życiu się udaje Samym zapachem da się też psa uspokajać bardziej bezpośrednio - takie działanie wykazują np. feromony DAP. Można je dostać w sklepach zoologicznych i niektórych lecznicach, przynoszą fajne efekty (u Ciebie najlepiej pewnie by się sprawdził adapter wkładany do kontaktu, bo utrzymuje stały poziom feromonów w powietrzu i jest równomiernie rozpylany w całym pomieszczeniu). Całkiem nieźle też działa aroma-i muzykoterapia. Serio - wiem, że to brzmi jak szamanizm, ale działa. Dwie krople olejku lawendowego na obrożę, pół godziny wietrzenia na dworze (olejek jest za mocny na psa, musi trochę wywietrzeć zanim założysz obróżkę) i zakładasz. Po kilku dniach ładnie to zwierzaka wycisza. Podobnie puszczanie muzyki - są specjalne płyty z nagraniami dla psów lękliwych. Tylko się nie zdziw, wiele dźwięków tam zawartych jest niesłyszalnych dla człowieka Do tego dużo spacerów, bo to zna i będzie jej się kojarzyło z bezpieczeństwem. Spotkania z innymi psami,jeśli ma z nimi dobry kontakt, też pomogą (niekoniecznie na zabawę - lepiej niech sobie z nimi spaceruje po prostu). No i Twoja opieka -0 bez przesady, żeby nie wyrobić w niej lęku separacyjnego, ale trochę troski i ciepła, trochę głaskania, w końcu podniesie ją na nogi. Możesz się też zwrócić ku medycynie. Albo zacząć od środków ziołowych, albo od razu pójść w suplementację 5HTP (przynajmniej ja bym tak zrobił, ale spytaj lekarza- może podpowie coś jeszcze innego). 5HTP jest bardzo drogie, więc ja na ogół polecam szukać w odżywkach dla sportowców - to samo, a taniej nieco i łatwiej dostępne Lekarz może też zalecić inne środki antydepresyjne lub przeciwlękowe, byleby tylko nie były to rozluźniacze mięśniowe, a faktycznie środki wyciszające. Warto zaopatrzyć się też w odpowiednią literaturę - Nicole Wilde i jej książka "Mój pies się nie boi" wydaje się oczywistym wyborem, ale ja dodatkowo załatwiłbym sobie "sygnały uspokajające" Turid Rugaas, bardzo się przydadzą. "Oczami psa" Horowitz i cała seria książek JAcka Gałuszki też Ci się później przyda. Powodzenia! Jakby co - pisz śmiało, podpowiemy co dalej w konkretnej sytuacji.
  3. Na początku może się odniosę do ras, o których wspomniałaś. labek i golden pasowałyby tutaj idealnie, choć fakt że swoje ważą i prawdą jest również, że golden=dom pełen sierści i czesanie, czesanie, i czesanie Natomiast charakterem pasowałyby jak ulał. buldożek francuski..tutaj bym uważał. Mimo mikrej postury to nadal buldog i choć wobec dzieci są delikatne, to jednak mają swoje humory i gdy ktoś je drażni - odpowiadają siłą. Dla rocznego dziecka które nieopatrznie wpełznie na psa czy go nadepnie ukąszenie nie jest najmilszą odpowiedzią, a wiele buldożków odpowie właśnie w taki sposób. To są psy dość cięte, choć bardzo przyjemne. boksera, beagla i border collie sobie odpuśćcie. To są wulkany energii, i jeśli nie ćwiczycie żadnego sportu ludzkiego/psiego to nawet nie ma sensu się nad nimi zastanawiać. Rozniosą Wam dom na strzępy i padną z nudów. Podobnie jack russel terier. Cavalier już lepiej, z podobnego typu poleciłbym np. boston teriera. Niezbyt duże są też bullteriery i staffordy, ale tutaj już kwestia Waszej wiedzy o psach - z dzieckiem taki pies dogada się genialnie, ale już z innymi psami..zależy od Was i Waszej pracy. Wydaje mi się, że rasy wybieracie raczej pod kątem wyglądu, a nie cech charakteru - a to duży błąd, za który właściciele później bardzo słono płacą bo się okazuje, że pies nie spełnia oczekiwań- jest śliczny, ale rozrabia/nie słucha/niszczy/wyje/ucieka/jest agresywny. Patrzcie najpierw na cechy, a później na wygląd-będziecie bardziej zadowoleni, naprawdę. Co do kupna zaś - szukajcie hodowli z dobrymi opiniami, najlepiej wśród hodowców ZKwP. Tylko wtedy macie gwarancję, że pies faktycznie przejmie cechy danej rasy - inne związki dopuszczają mieszanie różnych ras, czy psów które tylko z wyglądu przypominają daną rasę, dostajecie więc taką samą niespodziankę jak przy braniu psa ze schroniska. Poczytajcie troszkę o związkach hodowlanych bo to bardzo szeroki temat,za długi na jeden post tutaj - ale naprawdę warto się temu przyjrzeć i rozsądnie ulokować niemałe bądź co bądź pieniądze, żeby się nie okazało że kupiliście za 2 tysiące kundelka który w niczym poza wyglądem nie przypomina wymarzonego psa, a do tego choruje co trzy miesiące. Zaznaczę jednak, że sama egida ZKwP nie jest gwarantem bezpieczeństwa - tam też zdarzają się hodowle tak złe, że ich właściciele powinni moim zdaniem odpowiadać za to karnie. O dobrych opinii nie brakuje, znajdziecie coś na pewno
  4. Witaj Miło się czyta, że ktoś tak odpowiedzialnie podchodzi do tej - poważnej bądź co bądź-decyzji. Podpowiem w takim razie coś od siebie. Co do alergii - pamiętajcie, że sama sierść psia nie uczula. Reakcję alergiczną wywołuje głównie naskórek i ślina, a te składniki wydziela każdy pies (choć faktycznie im mniejszy, tym mniej). Tak naprawdę to, czy pies gubi dużo czy mało włosa ma niewielkie znaczenie, bardziej liczy się higiena i geny. Tak czy siak, na ogół kot wywołuje znacznie silniejszą reakcję alergiczna niż pies, ale warto o tym porozmawiać z lekarzem - kolejna dawka alergenów może być dla męża dużym obciążeniem, które za parę lat może się odbić na zdrowiu. Jeśli macie jakieś doświadczenie w tym względzie to można pomyśleć. Jeśli mąż nigdy nie miał psa i nie wiecie jak reaguje, to ja bym się bardzo poważnie zastanowił. Co do kontaktów psa z kotem..Cóż - po pierwsze nie wiadomo jak będzie. Może się polubią, a może wręcz przeciwnie - kot poczuje się zagrożonym rezydentem, ustawi sobie szczeniora pod siebie i będą się wymijać łukiem. Albo dojdzie do otwartej wojny. Najprawdopodobniej można się spodziewać tego pierwszego wyniku (czyli pełnej zgody), ale niestety nie jest to pewne - nie stawiałbym więc na to, że zapewnią sobie towarzystwo. Tym bardziej, że zarówno pies, jak i kot będą wiedzieć, że "ten drugi" jest z innego gatunku i takie towarzystwo nie będzie dla nich jakąś szalenie znaczącą pociechą. Choć zawsze to lepiej, niż siedzieć samemu. No i właśnie, co do zostawania samemu - to jest zachowanie, którego trzeba psa nauczyć. Jeśli myślicie o szczeniaku, to przygotujcie się na jego przyjęcie w czasie urlopu by móc go oswoić z nowym miejscem i otoczeniem, nauczyć załatwiania się na spacerach i właśnie zostawania samemu w domu. Potrzeba na to przynajmniej dwóch tygodni, warto więc pomyśleć o tym już wcześniej - jeśli nie zdążycie go nauczyć samodzielności i wstrzymywania potrzeb fizjologicznych/załatwiania się na matę zanim pójdziecie do pracy, to później będzie to znacznie trudniejsze. Przemyślcie to dobrze. Jeśli to Wasze marzenie, i mąż wie co go czeka - to pewnie warto. Ale jeśli ma to być remedium dla kota, albo dodatek do niego - to obawiam się, że będziecie żałować. Te zwierzęta potrzebują znacznie więcej (podkreślam - ZNACZNIE) uwagi, troski i zainteresowania, a do tego są wymagające czasowo (spacery, pielęgnacja, sprzątanie, nauka, szkolenie itd). Za to są świetnymi, niepotwarzalnymi i niezastąpionymi kompanami i przyjaciółmi do rany przyłóż. Coś za coś A co do tej legendarnej niesamodzielności maltańczyków, to się nie zgodzę. Są tak samo socjalne jak labradory i goldeny, tylko ich właściciele częściej je rozpieszczają - stąd te problemy później z zostawaniem samemu. To nie psy są winne, ale ludzie. Zresztą..jak zwykle.
  5. Widocznie się wystraszył, albo coś go zabolało (nadepnął na coś, albo źle ustawił łapkę). Rozumiem, że próbowaliście go tam po prostu wstawić? Jeśli kuweta jest zabudowana/zamykana, to przede wszystkim ją otwórzcie. I starajcie się go zachęcić do wejścia do środka, zamiast go do tego zmuszać - podczas zabawy powinno pójść łatwiej ni ż w trakcie takich sztywnych, formalnych ćwiczeń. A może spróbujecie jednak z matami, zamiast kuwety? przy tak niewielkim psie nie powinny przeciekać, a psom łatwiej z nich korzystać. Tym bardziej, że to przecież problem na najbliższe kilka tygodni, może mniej - później psiak powinien wytrzymać spokojnie od spaceru do spaceru.
  6. Najprościej byłoby go parę razy zachęcić do wstania i ruszenia za Tobą. Piszesz, że pies nie może dostawać smakołyków - ale może da się go przekonać zwykłą karmą? Taką, którą dostaje na codzień? Jeśli nie, to może da się go zachęcić zabawką? albo mową ciała? Samo przenoszenie psa jest dobrym rozwiązaniem, gdy nie macie innego wyjścia. To znaczy lepiej jest go podnieść i przenieść, niż dać się poprowadzić na miejsce-ale w takim wypadku musielibyście reagować znacznie szybciej, natychmiast gdy widzicie, że zwierzak sie buntuje - inaczej niepotrzebnie tracicie czas i autorytet w trakcie "negocjacji". Natomiast lepiej byłoby go jednak przekonać, zamiast po prostu fizycznie omijać problem. Jeśli same zachęty nie działają, spróbujcie innej drogi. Na ogół pies, który się buntuje w taki sposób kładzie się lub siada. Skłonienie go do wstania często sprawia, że zwierzak ostatecznie daje się przekonać - no tylko trzeba go do tego wstania skłonić Czasem wystarczy pójść w jego stronę i podejść bardzo, bardzo blisko - przy odpowiednich relacjach zwierzę powinno wstać i ustąpić nam z drogi, i można wykorzystać ten moment do skłonienia go do pójścia za nami. Można też próbować pracować smyczą/linką bądź szelkami (jeśli pies jest mały, można go po prostu podnieść na cztery łapy, i wtedy zachęcić do pójścia za nami).
  7. Tak, żeby było skutecznie i miło dla obu stron A tak poważnie - napisz nieco więcej o tym, czego potrzebujesz? Jakie konkretnie zachowania chcesz wyuczyć, jaki psiak, co już zrobiliście?
  8. Tolerować tak, choć czy się polubią to nie wiem. I jest to proces dość angażujący, ale da się to zrobić. Jeden warunek -czy na czas ćwiczeń da się tak podzielić mieszkanie, by psy nie mijały się z kotem "przypadkiem", czyli poza Waszą kontrolą? Nie wiem, kot na górze psy na dole..? Jeśli tak, to zacznijcie od nauczenia PONa siadu utrzymanego, czyli takiego siadu, który kończy się dopiero na odpowiednią komendę, niezależnie od tego co się dzieje dookoła. Ja na ogół uczę tego w psim posłaniu jeśli takie posiada, bo to jest ładnie wygrodzone miejscei łatwo wyznaczyć granice do których psu wolno się poruszać. Zachęcacie zatem do wejścia na posłanie, wydajecie komendę siad (mam nadzieję, że ją zna?) i staracie się, by wytrwał w tym siadzie choć sekundę lub dwie nim wstanie, chwaląc go delikatnie. Jeśli wytrzyma - nagródźcie go (najlepiej jakimś fajnym smakiem, żeby go nie ekscytować; jeśli jest niejadkiem, wystarczy pochwała słowna). Staracie się, by do podjęcia jedzenia nie wstawał, i znów czekacie dwie-trzy sekundy, a później znów nagroda,i tak trzy razy z rzędu. Następnie dodajecie jakieś słowo, które oznacza koniec komendy (ja używam prostego, wesołego "ok!") i zachęcacie do zejścia z legowiska. Czyli schemat w uproszczeniu wygląda tak: odprowadzenie na legowisko -> komenda(siad) -> [przerwa<->pochwałą<->nagroda(smakołyk)] x3 -> zwolnienie z komendy (ok!) -> zachęcenie psa do wstania I stopniowo powiększacie przerwę - najpierw 3, potem 4 sekundy itd. Jeśli pies wstanie w międzyczasie - skorygujcie go słownie, zablokujcie ruchem swojego ciała możliwość zejścia z legowiska, i przypomnijcie polecenie, a później odczekajcie nieco mniej na przerwie niż poprzednio - i dalej już zgodnie ze schematem. Przećwiczcie tak, by pies wytrzymał 30 sekund, nie powinno Wam to zająć więcej niż 3 dni. Później ten sam siad, w tym samym miejscu, uodparniacie na zwiększanie odległości od przewodnika. Pies siada, a Wy robicie krok w tył. Jak wytrzyma - powrót, pochwała, nagroda. Znów - trzy takie próby, i zwolnienie z komendy na "ok". Docelowo powinien wytrzymać odejście do 15 metrów i sytuację, gdy traci Was z oczu na 30 sekund (z tym ostatnim uwaga - trzeba nad tym pracować powoli, bo to dla psów naprawdę trudne). I ostatnia rzecz - rozproszenia. Tutaj będzie trzeba popracować najmocniej, bo to najtrudniejszy element. Zacznijcie od prostych rzeczy- od pokazania jakiejś zabawki którą pies lubi (bez słowa, tylko prezentacja), albo smaczka na otwartej dłoni, coś w tym guście. Później zwiększacie trudność ćwiczenia, ruszając zabawką, albo upuszczając smaczka. Można też pracować własnym ciałem - kucnąć (jak nie d arady, to tylko ugiąć minimalnie nogi, coraz bardziej się pochylać z każdą powtórką), albo podskoczyć, albo obrócić się..kombinujcie, ile pomysłów, tyle rozproszeń. Schemat nagradzania i korekty taki sam jak wyżej, z tą różnicą, że jeśli kusimy zabawką to przy każdym podaniu smaczka ją chowamy, a na koniec nagradzamy psa właśnie tą zabawką. NA koniec, gdy już będziecie pewnie czuli się w tej komendzie, pozostaje to samo przećwiczyć z kotem. Jedna osoba bierze go na ręce, druga stoi nad psem i pilnuje, by nie zszedł z legowiska (to ćwiczymy już w kagańcu i na smyczy). Stajecie z kotem tak, by pies to widział, i jeśli wytrzyma choć chwilę - osoba z kotem odchodzi z pola widzenia, a ta pracująca z psem nagradza go jakoś wesoło, np. zabawką. I robimy przerwę, aby pies ochłonął. Zauważcie, że tutaj system się zmienia - pies ma tylko jedną próbę, a potem zabawę i przerwę na rozluźnienie - wynika to z dużego napięcia generowanego w tym ćwiczeniu. Po jakimś czasie dojdziecie do momentu, w którym będziecie mogli spacerować z kotem po pokoju nawet dłuższą chwilę, a psiak będzie wciąż siedział u siebie. Można wtedy zacząć odchodzić od psa, zamiast stać nad nim, i tylko w razie potrzeby korygować go słownie i odprowadzać na miejsce. Na końcu ostatecznym utrudnieniem będzie kot chodzący swobodnie - również wprowadzamy go powolutku, najpierw tylko stawiamy na ziemię i podnosimy, dopiero później pozwalamy zrobić dwa kroki itd. Bądźcie cierpliwi. Jak dojdziecie do takiego etapu, że pies wytrzymuje dzielnie na legowisku gdy kot łązi po pokoju..dajcie psu coś fajnego do jedzenia. Jakiś gryzak, na któym będzie mógł się rozładować - i wtedy zrezygnujcie z nagradzania w formie zabawy. Zbudujcie powoli schemat, w którym pojawiający się kot oznacza, że pies idzie na swoje legowisko i tam dostaje smaczka. A później pozostaje przyzwyczaić psa do kota podchodząc do niego coraz bliżej. Jedno z Was bierze kota na ręce, siada z nim gdzieś (to dość ważne - jak kot będzie na rękach u stojącej osoby, pies może próbować do niego doskoczyć). Drugie podchodzi z psem na luźnej smyczy do tej osoby, pozwala obwąchać kociaka, a następnie odwołuje psa i nagradza go zabawą/gryzakiem (zależy, co lubi bardziej, u PONów jest różnie i wiele zależy od wieku), a tymczasem osoba z kotem znika niepostrzeżenie. I tak do skutku, coraz dłużej, coraz spokojniej. Opis jest bardzo długi, ale w zasadzie ćwiczenia często idą bardzo szybko. Miałem przypadki, w których trzeba było ponad miesiąca takiej pracy bo pies dostawał dosłownie ataku szału na widok kota w domu..ale gdy było spokojniej, udawało się to zrobić nawet w kilka dni. Wszystko zależy od stanu psiaka i Waszego zaangażowania. Tutaj fajny materiał wideo na ten temat:
  9. O, to masz w domu bystrzachę Niektóre psy rzeczwiście są na tyle dociekliwe, że budują sobie całe łańcuchy zachowań. Na zasadzie "pociągnę-odwrócę się-dostanę smakołyk". Musisz pamiętać, że ona nie wie jaki jest cel ćwiczenia - jeśli schemat jest zawsze dokładnie taki sam, to będzie go powtarzała, nawet jeśli on nie ma sensu. Psy dokładnie nas obserwują, i to później doprowadza do takich właśnie sytuacji. Jak wygląda Wasz spacer, ona ciągnie cały czas tylko z przerwami na tego smakołyka, czy idzie ładnie a tylko raz po raz szarpnie po zauważy coś ciekawego? Od tego zależy metoda zwalczania, stąd pytanie. Natomiast co do tego wskakiwania na stół - przede wszystkim postaraj się tak zadbać o to, co się na tym stole znajduje, żeby ona nie miała potrzeby na niego wskakiwać. Im rzadziej to robi, tym rzadziej macie konflikt,i tym szybciej się tego oduczy. A dwa..no po prostu bądź cierpliwa, a przynajmniej bardziej cierpliwa od niej. Psa można pokonać siłą, ale też konsekwencją - one też mają swoją granicę, i jeśli będziemy bardziej uparcie od nich wymagać tego czy innego zachowania zamiast wskakiwania na stół, to w końcu odpuszczą. I staraj się raczej przeciwdziałać, niż leczyć - zawsze lepiej nie dopuścić do wskoczenia na ten stół, niż ją z niego ściągać, nawet jeśli zejdzie od razu na pierwsze polecenie. Kiedy wskoczy, to zawsze jest szansa że zdąży coś porwać, poza tym jednak łamie Twoje zasady. Staraj się to wyprzedzać - jak widzisz, że się kręci dookoła stołu, patrzy co tam leży, węszy - to możesz zastosować jakieś konkretne słowo które będzie oznaczało błąd. A jeszcze lepiej nauczyć komendy "zostaw" i stosować ją wtedy. Może w ten sposób uda się doprowdzić do tego, żeby ona w ogóle na ten stół nie wskakiwała. Aha, no i jeszcze jedno. Znów - piszesz o stanowczym tonie..uważaj na to. To już jest dla niej pierwszy sygnał Twoich nieprzychylnych zamiarów, coś jak warczenie z jej strony. To już ją nastraja buntowniczo, bo każdy nacisk rodzi opór (pomyśl o tym, jak Ty się nastawiasz wobec psa gdy warczy lub pokazuje zęby - od razu Ci się włącza tryb konkurencji,prawda?). Jeśli będziesz miała dobrze wyćwiczoną komendę, to pies zejdzie ze stołu na samo Twoje spojrzenie albo szept, nie będziesz musiała na nią "warczeć" ergo - nie będzie konieczności podbudowywania wojny między Wami. Jak pisałem wyżej - nie szkol jej w ten sposób, nie konkuruj z nią bo to jak konkurowanie o przewagę nad dwuletnim dzieckiem. Bądź mądrzejsza od niej. Naucz ją odpowiednich poleceń i stosuj je w razie potrzeby (tylko naucz ich najpierw porządnie, zanim zaczniesz używać w sytuacji awaryjnej). Ona chętnie to załapie, zobaczysz. Te problemy o których piszesz - wskakiwanie na stół, ciągnięcie na smyczy - na ogół wynikają z dwóch czynników: braku zasad domowych oraz niedostatecznego ruchu. Do pierwszego się przyznałaś, warto to zmienić - nie rozpuszczać jej nadmiernie, ale też nie karcić ciągle bez potrzeby. Nad drugim się zastanów - może ona zwyczajnie się nudzi, i roznosi ją energia..?
  10. No cóż..sama ją nauczyłaś, że jak komuś przeszkadza coś w zachowaniu innego osobnika, to się go pacyfikuje siłą - Ty ją korygujesz krzykiem i klapsem jak Ci coś nie pasuje..więc ona pacyfikuje Ciebie i Twoje wyskoki zębami, bo powariowały jej hormony i widocznie uznała, że jako człowiek jesteś bez szans wobec kłów i pazurów (i ma rację). Gra na Twoich zasadach. I tylko nie mów, że jej nie wolno bo to pies. Epoka zniewolenia i gnębienia plebsu/czarnoskórych/Żydów się skończyła, to się przerzucamy na psy z naszym rozbuchanym ego i manią wielkości..? Jeśli dalej będziesz szła w ten konflikt, to w końcu się poharatacie tak, że skończysz w szpitalu z poważnymi pogryzieniami. Im bardziej będziesz naciskać, tym mocniej ona będzie odpowiadać, a Wasza wojna będzie eskalować bo obie strony będą sądziły że druga strona nie powinna "podskakiwać". Prawdopodobnie w końcu przegrasz, bo ona już teraz jest od Ciebie dalece szybsza, silniejsza i do tego ma zęby. Mam więc nadzieję, że będziesz umiała zapanować nad własnym ego i dziecinnym poczuciem konieczności pokazania psu kto tu rządzi, i spróbujesz metody drugiej. Wykaż się przewagą mentalną, i dogadaj z psem. Oducz się krzyków i bicia, zamiast tego zacznij ją UCZYĆ tego czego od niej oczekujesz i dopiero później tego wymagaj. Zamiast krzyczeć i bić za wejście na stół - naucz na spokojnie komendy "zejdź"(albo zwykłego przywołania, tylko porządnie) i ją wykorzystuj, ilekroć tam wejdzie. I pochwal jak to zrobi, a ona Cię na zgodę poliże po ręce. Nie milej tak? Proszę, tutaj instrukcja uczenia komendy A jak już się nauczy, możesz nagradzać tylko co drugie, co trzecie zejście, by w końcu nagradzać wyłącznie głosem i ew. pogłaskaniem, bez smaczka. Jesteś w stanie to zrobić w dosłownie dwa dni. Skończ z nakręcaniem tej bańki nienawiści, bo naprawdę będziecie miały problem - wierz mi, że siniak to jest naprawdę promil krzywdy, którą pies może zrobić człowiekowi. Zresztą..po co się męczyć, ciągle spierać i walczyć? Dogadajcie się. Pokaż jej i wytłumacz o co Ci chodzi, a jak zrobisz to poprawnie, to ona się chętnie do tego dostosuje. Bo , wierz mi lub nie, jej wcale taki konflikt nie leży, dla niej to też duży stres. Z czym masz konkretnie problem? Jakie zachowania Ci w niej przeszkadzają, co chcesz wyeliminować? Skakanie na stół już opisałem, co jeszcze? EDIT: podwójnie wklejony post
  11. Jakie rady zaproponowała behawiorystka? Zakładam, że nagradzanie na dworze, pilnowanie psa - coś jeszcze? I tak z ręką na sercu - trzymaliście się tych zasad zawsze i wszędzie? Tylko szczerze.
  12. Niestety paradoksalnie prawdopodobnie to właśnie Wasze dobre relacje sprawiły, że pies teraz niszczy. Bo jak rozumiem te zniszczenia pojawiają się tylko, gdy Cię nie ma? Musisz zdać sobie sprawę z tego, że dla psa rozstanie z właścicielem jest przeżyciem bardzo trudnym. Szczególnie dla psa, który do tej pory nie miał dobrego i silnego kontaktu z człowiekiem - więź, jaka Was połączyła jest dla niego nowością, i zaczyna się od Ciebie uzależniać, a potem gdy Cię nie ma..po prostu cierpi. To nie jest smutek z samotności - to jest przerażenie, że zniknęło źródło jego poczucia bezpieczeństwa i fundament świata. Chciałbym, żebyś dobrze to zrozumiał - to nie jest zwykła tęsknota. To jest dla niego jak upadek całego świata, tak jakby ktoś odebrał mu wszytko, co najważniejsze w życiu. Pamiętaj, że on nie wie, że wrócisz ani kiedy. Dla niego Twoje wyjście to jest dosłownie koniec świata. I taki zestresowany pies szuka sobie metody, która mu pomoże. A psa najlepiej uspokaja uporczywe lizanie, gryzienie lub rozszarpywanie przedmiotów - i tak też się zachowuje. On nie ma pojęcia, że te przedmioty mają jakąkolwiek wartość, nie zna pojęcia pieniądza - dla niego to element otoczenia jak drzewo czy piasek na chodniku, coś bez wartości i bez właściciela. Do tego dodajmy fakt, że wiele przedmiotów wdomu pachnie Tobą, i zwierzę zaczyna się upajać tym zapachem gryząc Twoje przedmioty (korzystając z narządu Jacobsona). Potem wracasz, i następuje olbrzymia ulga po potężnym stresie, i uzależnienie jeszcze rośnie.. Podejrzewam, że nie przyzwyczajałeś psa do samotności, tylko pewnego dnia po prostu poszedłeś do pracy, prawda? A potem każdego dnia pies czuł się gorzej, aż w końcu pękł i zaczął sobie radzić inaczej. Rzeczywiście nikt nie da Ci rad z gwarancją skuteczności - to jest żywe stworzenie, które może tak albo inaczej zareagować na pewne bodźce. Do tego dochodzi kwestia tego, że to Ty będziesz te metody wdrażał ( imożesz to zrobić nie w pełni, lub niepoprawnie), oraz fakt, że pies nie mówi i nie wyjaśni nam co faktycznie mu pomoże..Nawet w medycynie przy bogatych badaniach można pomylić diagnozę, a opiekunowie często źle wprowadzają rozwiązania sugerowane przez lekarza - w psiej psychologii o diagnozę jest o wiele trudniej, o środki już bardzo trudno, a właściciele wdrażający sumiennie i poprawnie wszystkie zalecenia są jak Yeti - niby ktoś kiedyś widział, ale dowodów na istnienie nie ma (bez urazy oczywiście, po prostu wiem jak ludzie reagują jak im powiem że mają psa mniej przytulać czy pieścić, albo wziąć urlop na dwa tygodnie i codziennie spędzać pół dnia poza domem w określonych warunkach latając w kółko po klatce schodowej). Tak z grubsza - na ogół terapia w takich przypadkach opiera się na: -przebudowaniu relacji, ochłodzeniu ich i oparciu o solidną porcję pracy i wymagań - nauce pracy z psem i regularnym ćwiczeniu z nim po przynajmniej kilkanaście minut dziennie - i najważniejsze - na odwrażliwianiu symptomów wyjścia na dwór oraz przyzwyczajaniu do coraz dłuższych chwil samotności. Czemu piszę, że to najważniejsze? Bo wymaga na czas ćwiczeń bycia w domu, cały dzień (tzn wychodzisz, ale tylko w ramach ćwiczeń - nawet do sklepu nie wolno Ci wyjść, jeśli pies tyle nie wytrzyma, bo to zzawali Wam ćwiczenia). Jeśli zatem chcesz pomóc zwierzakowi, prawdopodobnie będziesz musiał zastosować powyższe, a to wiązać się będzie z unieruchomieniem w domu, urlopem w pracy itd.. PRzemyśl,czy dasz radę. Jeśli tak - bierz behawiorystę, wyjaśni Ci i pokaże krok po kroku jak to wdrożyć. Najkrótszy czas, jaki potrzebowałem na odkręcenie takich zaburzeń to były 4 dni, ale wtedy właściciele zrobili dokładnie to, co im wyznaczyłem, włącznie z wzięciem urlopu i siedzeniem w domu. Czyli w dobrym przypadku starczy przedłużony weekend. Najdłużej trwało to u mojej klientki 8 miesięcy, ale to właśnie dlatego, że nie miała możliwości wzięcia wolnego i takiego uzależnienia od psa. Pomyśl, na ile możesz sobie pozwolić - to da się rozwiązać, ale wymaga to poświęceń i pracy. Moim zdaniem warto spróbować-behawiorysta może zjedzie nieco z ceny jak powiesz, że nie masz tyle kasy a chcesz pomóc bidzie ze schronu czy fundacji (to ludzie którzy kochają psy, czasem im też pęka silna wola ), weź chociaż ze dwa dni wolnego alboprzetrzymaj do świąt i popracuj wtedy. Tylko z behawiorystą umów się wcześniej, żeby nie pogłębiać problemu w tym czasie.
  13. @dariawys - nie chce podpisać konkretnie takiej umowy, czy w ogóle żadnej? Bo jeśli to drugie, to widocznie hodowla nie jest legalna - od jakiegoś czasu sprzedaż szczeniąt po rodzicach niezarejestrowanych w żadnym związku jest nielegalna, i podejrzewam że taka jest tego przyczyna. Ewentualnie hodowca próbuje się ukrywać przed urzędem skarbowym. W obu wypadkach jest to nieuczciwe i nielegalne działanie, i warto faktycznie poszukać innego miejsca.
  14. @Bessos - ale skąd Ty wiesz, czy akurat ten pies będzie miał tendencję do tycia, żeby polecać karmę o niższej zawartości tłuszczu..? Takie karmy powinno się podawać psom, które faktycznie mają bardzo mało ruchu, albo są chore i tyją z tego powodu - zdrowy pies powinien dostawać karmę standardową, bo wbrew pozorom tłuszcz też jest ważnym elementem diety. Wszystko zależy od psiaka, ale przeciętny pies wcale nie potrzebuje karmy light. Niektóre wręcz nie mogą jej jeść (np. psy pracujące w zaprzęgu, które padłyby z wyczerpania na takiej diecie).
  15. W tej chwili sama niewiele poradzisz, pozostaje zaufać lekarzowi. Smutne trochę że na początku nie potraktował Was poważnie, ale jeśli uważacie go za dobrego specjalistę, to po prostu pozostańcie z nim kontakcie, będzie wiedział co robić. Póki nie zlikwidujecie przyczyny, pozostaje Wam faktycznie stawiać sunię na nogi właśnie glukozą i ew. solą fizjologiczną, choć jeśli nie traci płynów to nie wiem czy jest to faktycznie wskazane przy anemii. Zadbajcie o jej komfort. Podłóżcie kołdrę albo gruby koc, bo długie leżenie w jednej pozycji na podłodze może być niewygodne. Obserwujcie, czy nie jest jej zimno lub za gorąco. Jeśli załatwi się pod siebie - postarajcie się jak najszybciej to posprzątać, możecie ją ułożyć na matach higienicznych żeby łatwiej zadbać o czystość. Chodzi o komfort psychiczny - wbrew pozorom to też jest ważne. Jeśli chcecie jej podać jedzenie, możecie spróbować z samym rozgotowanym na papkę ryżem, podanym jako lekko ciepły. To raczej jej nie zaszkodzi jeśli zje. Mnie osobiście martwi trochę ten jej brzuszek. Zgłosiłyście lekarzowi, że na spacerze zjadła coś niefajnego, potem nagle problemy z poruszaniem się, tkliwość brzucha, wątroba pracuje na 200% (spójrz na poziom AST), pies jest osowiały..lekarzem nie jestem, ale to wygląda jak solidne zatrucie jakąś toksyną, może w moczu coś wyskoczy..ale jak mówię, to tylko trop - nie chcę wyrokować, ale może warto na to zwrócić uwagę lekarzowi?

Media społecznościowe

Dodaj nas