Silvery

Members
  • Content count

    39
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Silvery

  1. Poprzez zebranie ileś tam historii błędów weterynaryjnych, uniknie się pokotu i to pisanego majuskułami? Wiesz w ogóle co oznacza słowo "pokot"? Bo dalibóg nie widzę związku - nawet w przenośni - między pokotem a ofiarami błędów weterynaryjnych. To już lepiej załóż (wzór znany) Stowarzyszenie Właścicieli Pacjentów - Ofiar Błędów Weterynaryjnych, zostań prezesem takiego stowarzyszenia i zacznij szukać sponsorów dla akcji pomocowej. Jak uczy doświadczenie, można wówczas pomóc przynajmniej sobie. Jeśli się czujesz pokrzywdzona, poszkodowana, stratna przez lekarza weterynarii, pierwsze kroki kieruj do Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, a potem ewentualnie do sądu. A na psich portalach zacznij wieszać psy na weterynarzu, który może i chciał dobrze, ale mu nie wyszło.
  2. Spytam jeszcze osobno, gdyż mi się przypomniało a nie widzę tu możliwości edycji poprzedniego wpisu: Mysza, czy Ty swego psa wyprowadzasz na podwórko tylko po to, by się załatwił i zaraz wracacie do domu? Wydaje mi się to nieprawdopodobne, ale ludzie nie taki los potrafią zgotować swoim psom. Na wszelki wypadek więc mówię: idź z psem na spacer! Poza podwórko. Niech tam "robi co ma robić". Nie zapomnij tylko wziąć do kieszeni woreczki foliowe.
  3. Zaraz, wyprowadzasz psa na podwórko na smyczy, a nie po prostu otwierasz drzwi na dwór teraz, gdy zrobiło się zimno? Podwórko nieogrodzone, czy jakaś inna przyczyna holowania cały czas psiaka na smyczy? Każdy pies - a dorastający w szczególności, bo rozsadza go energia - powinien mieć możliwość przynajmniej raz dziennie pohasać na dworze swobodnie. Oczywiście w sposób bezpieczny - i dla niego, i dla otoczenia. Najłatwiej ku temu po prostu ogrodzić podwórko. Daj psu trochę pożyć, Myszo. Przynajmniej, gdy się załatwi.
  4. No, inicjatywa chwalebna, gdyż dodatkowych możliwości znalezienia zagubionego psa - czy adopcji porzuconego - nigdy dosyć, nawet gdy działy Zagubione i Do adopcji istnieją na każdym psim portalu. Pozostaje tylko życzyć, by nic nie mówiąca psiarzom nazwa strony Luckymal stała się się na tyle popularna, by w przypadku zagubienia lub znalezienia zwierzaka - a także adopcji - ludzie pukali też na www.luckymal.com.
  5. Kobiety są inne... Ciągle się o tym przekonuję, także na psich forach. Pies, czyli suka dzień po poważnym zabiegu (kastracja samicy to nie małe piwo, jak u samca), a więc choćby do czasu zdjęcia szwów pozostaje w zainteresowaniu weta, który robił operację, a Ty miast zgłosić mu, że z suką jest coś nie tak i to bardzo (suka nie głoduje z żalu po stracie dziecka, jak to mogłoby się przytrafić ludzkiej matce), szukasz porady na forum? Idź do weta i to już - to masz zrobić. Teraz już wiesz.
  6. To byłoby nie po pańsku - bić psa. Uzbroić się w cierpliwość i wziąć psa na przeczekanie. Teraz jest w okresie buntu, znanego też u ludzkich nastolatków. Założyć mu smycz łańcuszkową, puścić wolno i niech szaleje z nią po podwórku, czy nawet po mieszkaniu. Znudzi mu się szybko wariowanie, gdy na drugim końcu smyczy nie będzie sparingpartnera. Za 6 miesięcy, a nawet wcześniej, wszystko wróci do normy i piesek będzie znów tylko do kochania.
  7. Sam sobie dopowiem na temat - surowe jajko i pies, może komuś się przyda. Gdy z jednej strony czytam w poważnych publikacjach o skutkach podawania psom surowych jajek i biotynie zawartej w białku jajka, a z drugiej strony co rusz na psich forach przywołuje się z psiarskiej praktyki dobroczynny wpływ surowych jajek na psy, to zadaję sobie pytanie - jak naprawdę jest z tą biotynę? Dlaczego jest taka rozbieżność między teorią a praktyką? Bo przecież to, że biotyna zawarta w białku powoduje awitaminozę, jest dowiedzione naukowo, a jednak psy jakoś sobie z tym radzą. Dokopałem się na jednym z forów ciekawego artykułu na ten temat. Oto jego najważniejszy fragment (pisze kobieta): "Słysząc zewsząd ostrzeżenia o awidynie, awitaminozie, zaczęłam się denerwować… i szukać wściekle. Nie lubię jak mi ktoś kit wciska. Denerwują mnie takie ściemy. Tu ewidentnie widziałam jakiś błąd. Aż znalazłam… „ Kompleks awidyny z biotyną występuje w szerokim zakresie pH (2.5-10.5), natomiast w bardzo kwaśnym i silnie alkalicznym środowisku następuje denaturacja awidyny, prowadząca do jej dysocjacji na podjednostki.” „Stała dysocjacji kompleksu awidyna – biotyna przy pH 5 jest najniższa.” Takie małe, krótkie, zwykłe zdania… a ileż one znaczą…. Zawsze wiedziałam, że natura mądra jest i nie czyni krzywdy swoim dzieciom. Psy, koty i inne mięsożerne stworzenia mają pH żołądka w zakresie 1-2 przy czym bliżej 1 (u psów). Bo takie środowisko jest wymagane aby jak najlepiej wykorzystać pokarm jakim jest surowe mięso a więc surowe, nie przetworzone białko zwierzęce. Tak więc awidyna zostaje unieszkodliwiona w stopniu wystarczającym w momencie wkroczenia do żołądka. Czy ktoś kiedyś obserwował jak jajko jest spożywane? Otóż wbite do miski jest lizane…. Najpierw zlizywane jest białko a potem, na końcu żółtko. Tak samo dzieje się w naturze – wiejski pies delikatnie kradnie jajko i rozbija go o kamień – jako pierwsze wypływa z niego białko… widziałam to nie raz, a jako że jestem częścią tego większego odsetka społeczeństwa, które obdarzone jest przez naturę lenistwem wrodzonym, nie bełtam jajka – wbijam do miski i już. I potem obserwuję jak Brutus wylizuje. Tak więc najpierw do żołądka trafia białko z awidyną. Opóźnienie w dotarciu tam biotyny nie jest duże, ale być może to wystarcza do inaktywacji awidyny. " I być może to jest przyczyną, że surowe jajko jednak w większości przypadków psu nie szkodzi i pomaga w przywróceniu błysku matowej sierści. Ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, ja tam wolę białko ugotować, niż mieć psa z awitaminozą i błyszczącą sierścią.
  8. A Ty co, nie masz zębów? Jak on Ciebie, to Ty jego - ugryź go, niech wie, jak to boli. Brzmi to śmiesznie, ale w praktyce się sprawdza. W końcu tak było, gdy bawił się z rodzeństwem. Czas mu przypomnieć psią zasadę z tamtego okresu: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. W suczym gnieździe nikt nie słyszał o pozytywnym wzmacnianiu.
  9. Jak sama mówisz, to jeszcze psie dziecko i być może, że gdy dorośnie, to zmężnieje, choć to suka, ale... Strachliwość jest cechą wrodzoną i może nawet wystąpić u psów, których rasa uznana jest za agresywną. A przy mieszańcach, to już całkiem loteria. I nie licz, że jak Ci się trafi tchórzliwy pies, czyli suka, to metodą usilnych ćwiczeń zrobisz z niej wojowniczą księżniczkę Xenę. Bo nie da się. Dlatego np. przy naborze psów do Policji, badana jest odporność na wystrzały. Strachliwe odpadają i nie mówi się, że można je w trakcie szkolenia uodpornić na huk broni. A jeśli chodzi atakowanie napastnika na sygnał - do tego potrzebny jest w trakcie nauki tzw. pozorant, więc to nauka raczej w profesjonalnym ośrodku. Niektóre psy potrafią same dostrzec stan zagrożenia dla pańci i stanąć z zębami w jej obronie w takiej sytuacji. Ale psia ocena może być błędna i kłopot dla Ciebie gotowy. Zdaj się lepiej na odstraszające gabaryty suki, dużo z nią chodź między ludźmi i nie pozwalaj na spoufalanie się z obcymi.
  10. W białku surowego jajka znajduje się awidyna, która może powodować osłabienie sierści u psa i awitaminozę, gdyż niszczy witaminę H (biotynę).
  11. Teorie uczenia się i nauczania może nie zmieniają się, jeśli za "wiele lat" przyjmiemy lat kilka, czy kilkanaście. I to zarówno jeśli chodzi o uczenie ludzi, jak i psów. Jeśli natomiast wchodzi w grę lat kilkadziesiąt, czy kilkaset, to zmiany w tym zakresie są uderzające, nomen omen: u ludzi - od fizycznego karania wychowanka za każdy błąd pasem, albo kijem, po "wychowanie bezstresowe", u psów - od bicza i pałki (vide modelowy Biały Kieł), po "pozytywne wzmacnianie". To tak gwoli tej niezmienności pedagogicznej. Natomiast nauka o percepcji świata przez psa, uczenia się, dopiero dynamicznie się rozwija, co przekłada się na tworzenie kierunku behawiorystyka zwierząt na wielu uczelniach. Wracając na grunt praktycznego życia z psami, porady o wysokim poziomie abstrakcji, oparte o średnią statystyczną zachowań psów w określonej sytuacji - jak to czyni na przykład Zofia Mrzewińska - może i dobrze się czyta, ale z ich praktycznym zastosowaniem do konkretnego modelu psa, bywa już różnie i często posiadacz futrzaka jest zawiedziony, że piękne recepty Mrzewińskiej nie działają akurat z jego czterołapym diabłem. Stąd wydaje mi się, że metoda pokazywania pracy z psem poprzez konkretne, żywe przykłady jednostkowe - przyjęta choćby przez osławionego "zaklinacza psów" - dla przeciętnego obsługiwacza psa jest zdecydowanie lepsza. Widać bowiem na żywym przykładzie, jaki piesek był, a jaki jest po zastosowaniu Millanowych zaklęć (samych zaklęć i prawdopodobnych ustawek nie oceniam, chodzi o metodę prezentacji porady). Gdyby zatem i na tym podwórku osoby chwalące się pracą pedagogiczną z cudzymi psami, opisały od czasu do czasu swój konkretny psi przypadek przystający do tematu, byłoby miło. Bo ja lubię ogromnie czytać o psach. Żywych.
  12. Rzeczowa odpowiedź jest taka: karmisz pieska źle, bardzo źle. Każdy pies - a szczeniak w szczególności, bo rośnie i rozwija się - powinien otrzymywać naturalny na psi sposób pokarm, a nie przemysłowe badziewie, choćby nie wiem co było powypisywane na opakowaniu suchego szajsu. Naturalnym pokarmem dla psa jest mięso i jeszcze raz mięso - SUROWE, różnego rodzaju - plus mięsne kości (dla szczeniaka coś drobnego, miękkiego i posiekanego). Bo w surowym mięsie i kościach jest prawie wszystko, co psu jest potrzebne do szczęścia, zdrowia i wszelkiej pomyślności. Wrzuć w Google słowo BARF, poczytaj i skorzystaj z tego, co tam wyczytasz. Amen.
  13. łańcuch

    Mam psa po podobnych przejściach (wspominałem o nim tu już kilkakrotnie, w różnych wątkach - vide mój profil), więc szczerze Ci radzę: zrobiłaś dla tego psa już bardzo wiele - otworzyłaś przed nim nowy, wspaniały świat. Daj mu się teraz nacieszyć tym światem, na jego, psi, sposób. Choćby Ci serce pękało, że on taki biedny, po ludzku. Z jego punktu widzenia jest bowiem wspaniale - jest wolny, bez łańcucha! Biega sobie po podwórku jak młody bóg, poszczekuje na rowerzystów za płotem, bawi się z kotami. Co więcej trzeba dla takiego psa? On przez tyle lat przystosował się do bycia non stop na świeżym powietrzu - tak jak mój, który wyglądał niczym miś, choć dzieci wołają na niego Lassie. Więc Twemu psu na pewno nic nie będzie, gdy na razie zostanie na dworze. Zrób mu tylko dobre, ciepłe od spodu legowisko - jeśli buda mu straszna - zadaszone. Zostaw na stałe otwarte drzwi do jakiejś komórki, garażu, pomieszczenia gospodarczego. Niech tak jak dotąd przychodzi do domu, kiedy chce, ale absolutnie nie próbuj go na siłę zostawiać w domu na noc. Do zimy jeszcze kawałek, więc na pewno nic mu się nie stanie, gdy będzie nocował na dworze, tak jak chce. A Ty cierpliwie czekaj. Ani się obejrzysz, jak piesek któregoś dnia ułoży się do spania przy Twoim łóżku. To ja, wójt, Ci to mówię. Mojego teraz, gdyby go nie wyciągały na dwór pozostałe psy, to kijem chyba trzeba by wyganiać z domu, choć 8 lat przesiedział na wiejskim podwórku, bez budy i bez prawa wstępu do domu. A minęło zaledwie pół roku, gdy przyszedł do nas.
  14. Jak najbardziej, naturalne suplementy dobre są, jako uzupełnienie (jak sama nazwa wskazuje) psiego jedzenia, szczególnie gdy nie jest zbyt urozmaicone. Chociaż w czystym, żywym mięsie z kością (łącznie z podrobami) jest prawie wszystko - i witaminy, i mikroelementy. Ale od (dobrego) przybytku (w misce), głowa psa nie boli. Tylko z tym olejem z łososia nie przedobrzyć, by pies nie dostał za przeproszeniem sraczki.
  15. Tak to jest, gdy to właściciel psa musi zabiegać o jego życie a nie wet, któremu mimo podejrzanych objawów, nie przyszłoby pewnie do głowy by zrobić psu badania laboratoryjne. Szczęście w nieszczęściu, że piesek zdradzał, że coś z nim nie tak, bo anaplazmoza potrafi też przebiegać bezobjawowo.
  16. Zgadzam się w zupełności z przedstawioną opinią o szkoleniu pozytywnym psa, choć nie zawsze piękne teorie o wychowaniu sprawdzają się w praktyce (vide psychologia psa wg "Okiem psa" Johna Fishera). Bo jak powiadali starożytni Rzymianie - plus usus sine doctrina, quam citra usum doctrina valet ( praktyka bez teorii cenniejsza, niż teoria bez praktyki). Nie zajmuję się szkoleniem cudzych psów, wystarcza mi wychowywanie własnych. A że całe życie mam psy i trochę żyję już na tym świecie, więc nieco tych teorii przewinęło się przez moją półkę z psią literaturą - od niegdysiejszego "przełamywania psa siłą", po obecne "pozytywne wzmacnianie". W tym kontekście opowiem o moim ostatnim doświadczeniu, gdy pod wpływem negatywnego bodźca zapomniałem o pozytywnym wzmacnianiu. Z dobrym skutkiem. Dla psa. Od pół roku mam nowego psa, który całe swoje życie - czyli 8 lat - przesiedział na wiejskim podwórku-kojcu 10x10 m, bez budy i bez prawa wstępu do domu. Ten pies nie umiał nic, dosłownie - nawet nie umiał jeść z miski. Gdzieś przez miesiąc karmiłem go z ręki, próbując powolutku nauczyć tę bidę kulturalnego jedzenia z miski. Służyła mi do tego kaszanka, w której miał upodobanie i dzięki której zresztą nauczył się wchodzić po schodach do domu. A jak już wszedł, to wyjść nie chciał - nawet na siku - tak mu się to nowe miejsce do życia spodobało. Ale wracając do miski - wrzucam parę plasterków kaszanki do miski, wołam pieska (40 kilo żywej wagi). Podchodzi z ociąganiem, je. Tak się tym zachwyciłem, że poleciałem do kuchni po nową porcję. Wracam, pies już kończy jedzenie, więc podchodzę z przodu, trzymając w otwartej dłoni plastry kaszanki. Szybko próbuję mu je wrzucić do miski, przy jego pysku. A ten mnie cap - wbija kieł nad nadgarstkiem. Jezu, ostatni raz ugryzł mnie pies kilkadziesiąt lat temu, gdy byłem dzieckiem i to z dziecięcej głupoty. Teraz nie było to nawet ugryzienie, ale typowe uderzenie zębami - "moje, nie rusz!". Wściekłem się - i to nie dlatego, że mnie ugryzł, ale że mnie nie ostrzegł i bez słowa mnie capnął (dopiero później zdałem sobie sprawę, że jednak wysłał wizualny sygnał, którego w pośpiechu nie dostrzegłem. No, ale sygnału audio nie było na pewno). Ryknąłem na dziada, bo krew trysnęła mi na dłoń. Ten odskoczył, a ja ruszyłem do niego, bo go w pierwszym odruchu walnąć po dupie drugą, nie ociekającą krwią ręką (w końcu ważę ponad dwa razy więcej i jestem trzy razy większy od suki syna). Zaczął uciekać dokoła stołu w jadalni. Zrobiliśmy dwie rundy i złość mi przeszła. Efekt mego impulsywnego zachowania: piesek je, podchodzę do miski bez słowa, piesek robi krok do tyłu, podnosi głowę i wesoło merda ogonkiem. Dokładam do miski, suki syn kontynuuje jedzenie. Aha, oczywiście teorię "pozytywnego wzmacniania psa broniącego miski" znam, ale tym razem raz a dobrze pozytywnie wzmocnił psa mój krzyk i reszta, choć niedokończona.
  17. Może. Mogą to być skutki uboczne odrobaczenie. Odrobaczanie to podawanie psu trucizny. Niby mającej zabijać tylko robaki, ale jak to trucizna, szkodzi, zatruwa przy okazji także psa w mniejszym, czy większym stopniu. Skontaktuj się koniecznie z wetem.
  18. Ja rozumiem, że wszyscy w Polsce znają się na medycynie, ale bez przesady na psim forum. Na tak sformułowane pytanie odpowiedź może dać tylko wet, bo jest to problem ściśle medyczny. Jeśli są wątpliwości co do leczenia psa przez weta, należy przede wszystkim zmienić lekarza weterynarii i spróbować znaleźć takiego, który ma specjalizację z zakresu chorób psów i kotów. Wiem, że w małych miejscowościach to trudne, bo tam zwykle same omnibusy, ale w miastach wojewódzkich jest już to możliwe.
  19. Niekończąca się opowieść... Zapoznaj się z wątkiem "York?" w podforum Dla początkujących właścicieli i jak będziesz nadal miał wątpliwości, czy to jakiś piesek, to daj głos. A jaki duży będzie on, to w tym przypadku wie tylko ten nad nami, albo pani ze szklaną kulą.
  20. Żadnej. Zapoznaj się z wątkiem "York?".
  21. Więc nie pytaj, bo to żadna rasa - po prostu mieszaniec, mix, kundel. Tym się różni pies rasowy od kundla, że ten pierwszy ma "metrykę", rodowód - papiery zaświadczające, że pochodzi od rodziców mających też rodowód i tak aż do dziesiątego pokolenia. Wszystkie psy nie mające "metryki" - choćby kropka w kropkę były podobne do tych z rodowodem, traktowane są w kynologii jako nierasowe, czyli kundle. Dobre anioły zajmujące się adopcją psów bezdomnych na różnych forach, piszą dla podniesienia ego szukających "psa rasowego bez rodowodu", że taki piesek jest na ten przykład w typie yorka. I wszyscy są zadowoleni - i "york" i jego nowa pańcia, bo to zwykle piesek kobiety. Więc nie pytaj jaka to rasa - jeśli kupiłaś psa bez rodowodu - tylko go kochaj, bo kundelek ma takie samo serce jak york z rodowodem. Wielkie. I tak przy okazji - dzięki takim jak Ty, kręci się biznes psich rozmnażaczy, oferujących za pół ceny "yorka bez rodowodu". A jak nie ma chętnych, to "york bez rodowodu" ląduje na ulicy, wyrzucony z samochodu, w najlepszym przypadku. Jak myślisz, skąd się biorą psy w schronach? Skąd się wzięło półtora tysiąca psów na Paluchu? Tak, tacy jak Ty mają w tym swój udział. Nie stać Cię było na psa z rodowodem, to trzeba było pójść do najbliższego schronu i wziąć pieska w typie yorka, a nie kupować na czarno kundelka i pytać teraz jaka to rasa, psia jego mać. Przypomina mi się fragment "Sęka" z kabaretu Dudek: - Słuchaj, Rozencwajgowa ma na sprzedaż psa? Czy to jest może łyżew? Wiesz, ja bym chętnie kupił, bo Hipek bardzo chce mieć łyżwę. No, ostatecznie może być sweter. Albo bulgot? Albo taki mały, biały dupelek... Słuchaj, tylko broń Boże jajnik! A to jest jaka rasa? - Jaka rasa??? NORDYCKA!!! Psiakrew, odczep się od tego zwierzęcia, nieszczęście ty moje!
  22. Wszystko Ci już Ojeja wyklarowała na dzień dobry, więc tylko dodam: poproś ciocię, by tę swoją suczkę wysterylizowała zaraz po pierwszej cieczce. Koniecznie, jeśli mieszka na wsi i suka biega po podwórku. Ty też pomyśl o kastracji pieska, gdy dorośnie. Nie będzie się urywał do panienek z cieczką i płodził psie bidy.
  23. Gdybyś Ty jeszcze, gdybyś Ty jeszcze miała coś nowego, coś ciekawego do powiedzenia o czterech łapach na stronce, którą tak namolnie tu reklamujesz (cztery wpisy - cztery reklamy stronki), to jeszcze. To jeszcze można by Ci wybaczyć ten spam. Ale tam nie ma nic, prócz truizmów, frazesów i pustosłowia, wyróżnianego co rusz boldem. Zatem - bez przebaczenia. Idź z Bogiem i nie grzesz więcej. Tu.
  24. To nie sarkazm, tylko domniemanie pochodzenia dobermanów bez ogonów. No bo jeśli Psiarka spotyka się z dobermanem, który oddziedziczył po rodzicach krótki ogon, gdyż rodzice mieli ucięte ogony, to rodzice ci musieli jak nic pochodzić z kraju, gdzie nie ma zakazu obcinania psom ogonów, tak jak w Polsce. Pewnikiem były to rosyjskie dobermany. Ex oriente lux?

Media społecznościowe

Dodaj nas